Ilekroć ktoś pyta mnie, gdzie pracuję, odpowiadam, że w domu. Ilekroć tak odpowiadam, słyszę, że ta osoba serdecznie mi zazdrości. Są dni, kiedy z entuzjazmem przytakuję, są również takie, kiedy najchętniej zdzieliłabym delikwenta przez łeb, a potem wypłakała mu się w rękaw.

W naszym pięknym nadwiślańskim kraju bycie frilanserem to pewien akt odwagi, chociaż co poniektórzy mogą stwierdzić, że nawet nie tyle odwagi, co głupoty. Zależy z jakim zapleczem przechodzi się na własny garnuszek i czy na początku ma się co do niego włożyć. Jak zatem dać sobie radę i nie popłynąć? Jak się przygotować? Na co uważać? Zaczynamy nowy cykl, w którym będziemy zdradzać, jak dać sobie radę na frilansie. Na początek kilka ogólnych pytań i odpowiedzi.

Kiedy zacząć się w to bawić?

Wolne strzelectwo najlepiej zacząć, będąc na jednym z dwóch etapów życia. Pierwszym z nich jest czas jeszcze licealny (tak!) lub wczesnostudencki. Młody człowiek z pasją i na utrzymaniu rodziców, bez życiowego buta nad głową ma start nieporównanie łatwiejszy niż delikwent obarczony kredytem i namiętnym związkiem z PGE. Na tym etapie nie ma raczej mowy o konkretnych pieniądzach, ale jeśli chcesz budować coś od zera, zdobywać doświadczenia i budować portfolio, nie czekaj do jutra, zabieraj się za to już teraz!

Drugim dobrym momentem na przejście na freelance jest ten moment, w którym masz już jakieś oszczędności, doświadczenie, w miarę rozbudowane portfolio oraz kilku klientów, a praca na etacie kompletnie ci zbrzydła. To opcja dla starych wyjadaczy, którzy mają już dość pracy pod dyktando innych i mają swój własny plan własny plan na przyszłość. Przejście z etatu na frilans można zaplanować etapowo i przygotować się do tego rozsądnie.

W moim przypadku decyzja ta była związana z pobytem na urlopie macierzyńskim. Jest to dobry moment dla kobiety by zacząć prowadzić swoje projekty i zarabiać z domu. W tym czasie nauczyłam się najwięcej. Zostawiłam moją nudną biurową pracę i, z kilkumiesięcznymi wyjątkami, nigdy nie wróciłam do pracy w czyimś biurze.


Koszmarne formalności

Na sam początek najlepiej jest pracować na umowę o dzieło. Własna działalność, podatki i ZUS, mogą niestety w naszym pięknym kraju zabić każdą kreatywną duszę. Dopiero, gdy jesteśmy absolutnie pewni, że damy sobie radę i potrzebujemy tego biurokratycznego poczucia bezpieczeństwa, można się wybrać do urzędu celem rejestracji DG. Jest to proces bardzo prosty. Wystarczy wypełnić internetowy formularz i raz wybrać się do urzędu. Schody zaczynają się dopiero, gdy należy się rozliczać z dochodów, odpisywać od podatku i robić inne straszliwe rzeczy. Wtedy najlepiej jest zadbać o odpowiednią opiekę w postaci księgowego (patrz. kolejny wydatek). Warto się rozejrzeć także za dotacjami, ponieważ dobry sprzęt i oryginalne oprogramowanie potrafią nieźle wydrenować kieszeń konkretnie wypłukać pieniądze z kieszeni.


Jak się zorganizować?

Kwestia organizacji to sprawa zdecydowanie najtrudniejsza. Pracując na własny rachunek trzeba ogarniać po prostu wszystko. Serio. Czas pracy to nie tylko moment od uruchomienia Photoshopa aż do jego zamknięcia. To także maile, telefony, dokumenty, księgowość, grzebanie w necie w poszukiwaniu idealnego zdjęcia oraz nauka. Co więcej, nawet jeśli mamy idealnie zaplanowany dzień, zawsze może się trafić sytuacja, która nam to wszystko zniweczy. Freelancer musi być elastycznym żonglerem, inaczej może utonąć w morzu zadań. Do sprawnej organizacji dedjalnów i ważnych zadań na pewno przyda wam się nasz PLANNER!

Do tego wszystkiego dochodzi zazwyczaj jeszcze bliskość kanapy i telewizora, ewentualnie domownicy, którzy często uważają, że praca w domu to nie praca i w związku z tym można nam wrzucać na głowę co popadnie (np. weź skocz do sklepu!). Trzeba uzbroić się w mnóstwo asertywności i przeć do przodu.

Podsumowując. Jeżeli marzy ci się bycie frilanserem, zastanów się dwa razy. Nie jest to łatwy kawałek chleba. Do takiego kroku musisz się dobrze przygotować, szczególnie jeśli masz już na utrzymaniu rodzinę. Jeżeli już się zdecydujesz, musisz zostać mistrzem samodyscypliny i asertywności, ale to też na pewno przyjdzie z czasem. Ogólnie, polecam. Nie dałabym już chyba rady codziennie szykować się do pracy, tracić czas na dojazdy, prosić o urlop i znosić współpracowników, których nie zawsze darzy się sympatią. Dla tych jednak którzy lubią komfort psychiczny i stała wypłatę zalecam jednak zostanie na etacie.

Powodzenia!