Miało być tak pięknie! Miał być ślub , dom, dzieci, szczęście, filtry na Instagramie przy porannej kawusi. Niestety… życie weryfikuje dość brutalnie, a ludzie rozstają się z powodów przeróżnych. Być może on zawinił, może ty, może nikt. Cholera wie. No ale jesteś teraz tu i teraz, w postaci kobiety z przychówkiem i… zawodem freelancera.

Samotną matką być

Bycie samotną matką i freelancerką jest interesującym doświadczeniem ( to mało powiedziane). Wiem o czym mówię, bo mam okazję być w tej sytuacji. Od 3,5 roku samotnie wychowuję w pocie czoła mojego, obecnie 9-letniego kosmitę. Zachodząc w ciążę miałam stałą pracę, a po urodzeniu poszłam na macierzyński. Gdy młode podrosło i poszło do klubiku malucha, stwierdziłam, że wrócę do pracy. Do starej pracy wracać nie chciałam (byłam asystentką dyrektorki w payrollu). Marzyłam by pracować w agencji reklamowej, a najlepiej wstrzelić się w dział kreacji. Niestety, każda moje próba wytrwania na etacie kończyła się fiaskiem. Głównym powodem był fakt, że dziecko wyczuwa niczym pies kiełbasę, że matka ma zamiar iść zarabiać. Ten mały stwór może nie chorować dwa lata, ale jak tylko wyczuje matkę szykującą się radośnie do pracy, zaczyna kasłać, gorączkować i wymiotować. Mało tego! Przerzuca ten cały syf na biedną swą rodzicielkę, która potem nie wie czy ma zajmować się sobą czy dzieckiem czy może od razu lepiej umrzeć i mieć z głowy.

A ch.. wam w d…!

Pracodawcom nie podobało się, że już po kilku tygodniach jestem na zwolnieniu lekarskim, więc nie zdarzyło mi się doczekać przedłużenia umowy próbnej. Co więcej, zwolnienia te odbywały się w bardzo przykrej i niesmacznej atmosferze, często z awanturami o pieniądze albo z przytykami w moim kierunku. Czułam, że mam w sobie spory potencjał, że mam pasję, chcę się uczyć i dać z siebie wiele, ale nikt tego nie dostrzegał. Traktowano mnie jak pracownika 3 kategorii, kogoś kto nie pasował i kto się nie nadawał. Mój wkurw narastał za każdym razem, gdy przydarzała mi się taka sytuacja, a było ich kilka. Byłam rozerwana w środku i wściekła, bo chciałam pracować i rozwijać się w wymarzonym kierunku (grafika komputerowa), ale nie mogłam bo… byłam mamą. Tak to jest właśnie z nami „freemamami”, że rodzimy się często z poczucia ogromnej niesprawiedliwości. Wtedy właśnie podjęłam z zaciśniętymi pięściami decyzję, że nigdy więcej nie dam sobą w ten sposób pomiatać i tak się traktować. Będę sama sobie szefem! Spierdalajcie!

Konsekwencje, konsekwencje

Niby wszystko pięknie, ale w rezultacie ta decyzja przyczyniła się do rozpadu związku z ojcem mego dziecka. Oczywiście nie tak od razu, chwilę to trwało. Mój początkowy zerowy wkład finansowy, chujowa organizacja pracy i dupogodziny wysiedzone przed kompem w celu nauki i poprawy warsztatu poskutkowały rozłożeniem naszej relacji. Nie był to jedyny powód, bo problemy się mnożyły, każde z nas dorzucało do ognia, a jeden problem ciągnął za sobą drugi. W końcu nie było już co zbierać. Ujmując sprawę krótko… jeśli chcesz dziewczyno przejść na frilans, upewnij się, że masz partnera, który będzie to rozumiał, będzie cię wspierał i który przetrwa początkowy etap, gdy będziesz miała na koncie marne zero i który będzie wierzył, że to się naprawdę opłaci po dłuższym czasie. Analogicznie rzecz ma się w przypadku panów (żeby nie było, że dyskryminuję). Szukajcie odpowiedniej partnerki, która nie będzie stroić fochów, że znowu oglądacie filmiki na youtubie (patrz. tutoriale) zamiast z misią pysią oglądać „Trudne sprawy”. Należy jednak pamiętać, że życie z frilanserem to nie jest bułka z masłem, szczególnie tym początkującym, który sam jeszcze do końca nie wie co i jak i dopiero odkrywa swoje możliwości.

Fajnie czy nie fajnie?

Nadszedł moment, gdy zaczęłam zarabiać tyle, że mogłam spokojnie się utrzymać sama. Podjęłam w końcu konkretną decyzję, pozbyłam złudzeń i wyprowadziłam się. Znalazłam wymarzone mieszkanie w okolicy, którą sobie wybrałam. Mam piękny widok na drzewa, ciszę, duży balkon i wannę! Urządziłam się tak jak mi się podoba i żyję sobie spokojnie. No może nie spokojnie, bo nie ma czegoś takiego jak „spokojnie”, gdy chodzi o freelance. Nabrałam doświadczenia, pracowałam z klientami z całego świata, uczyłam się nowych rzeczy. W ciągu tych 3,5 roku osiągnęłam więcej niż w ciągu poprzednich 10 lat.

Zastanawiając się jakie są za i przeciw pracy we własnym domu, gdy jest się samotną mamą (tatą również) rozpisałam to sobie na jakże oczywiste dwie kategorie:

Zalety:

  • Moje dziecko nie chodzi z kluczem na szyi i nie przesiaduje w szkolnej świetlicy do zmroku.
  • Mogę z nim robić zadania domowe zaraz po tym jak wróci ze szkoły i potem ma cały dzień wolny.
  • Mogę wybrać się z nim gdzieś w ciągu dnia, np. na Pokemony albo do lekarza
  • Kiedy młode choruje, po prostu jest ze mną w domu, a ja nadal pracuję. Podobnie z nieprzewidzianymi sytuacjami, np. coś się dzieje w szkole… mogę wstać, wyjść i nie muszę nikomu się tłumaczyć.
  • Mogę śmiało coś ugotować dla siebie i dla niego. Aczkolwiek marna ze mnie kucharka i syn mój woli jeść u sąsiadki. Ja też wolę jeść u sąsiadki! Pozdrowienia Justyna! 😀
  • Ogarniam sprawy domowe w ciągu dnia (np. pranie lub umycie naczyń) i wieczorem nie muszę już tego robić, czyli wieczory są dla nas.
  • Mój syn wie czym się zajmuję. Na bieżąco ogląda i komentuje moje rysunki. Uczy się np. Photoshopa, rysuje na tablecie i jest tym zainteresowany. Dla porównania, córka mojej przyjaciółki w 4 klasie uczyła się Z PODRĘCZNIKA jakie są narzędzia w PaintBrushu (bez kitu!!!).
  • Zaszczepiam mojemu synowi ducha niezależności i chciałabym żeby wiedział, że można inaczej, a nie tylko tak od linijki, etatowo i formalnie, jak to w typowych zakładach pracy bywa.
  • Mój syn widzi, że żeby mieć pieniądze trzeba pracować. Nie znikam mu gdzieś na pół dnia, on widzi ile czasu poświęcam na pracę i co z tego mamy.
  • Jestem, gdy mnie potrzebuje. Widzę jak się rozwija, widzę go dłużej niż kilka godzin dziennie i nie mam wyrzutów sumienia, że muszę siedzieć w pracy podczas, gdy chciałabym ten czas spędzić z synem. 🙂
  • Wady:

  • Telefony służbowe przy dziecku to świetna sprawa. Zawsze wtedy czegoś chce. Na szczęście ma już 9 lat i jest lepiej, ale pamiętam jak 2 lata temu prowadziłam z koleżanką z Włoch webinar na żywo. Byłam chora a obok jeszcze latało dziecko, które uciszałam. Było cudnie… 😉
  • Często stres i terminy wyprowadzają z równowagi i niestety… łatwo jest wyładować się na dziecku wydzierając paszczę. Potem mi głupio oczywiście, ale jestem tylko człowiekiem.
  • Mama freelancerka = mama wiecznie dostępna. W szkole oczekiwano, że będę dodatkową opieką na wszystkie wyjścia i że będę na każde zawołanie, gdy nauczycielka nie dawała sobie rady z młodym. W końcu powiedziałam NIE i się skończyło.
  • Młode czasem sprowadza kolegów do domu. Zdarza mi się więc pracować mając za ścianą dzieciarnię, która domaga się paszy! Z drugiej jednak strony, czasami to on idzie do kolegów i wtedy mam święty spokój. 😉
  • Czasami zdarza się, że mam niesamowicie dużo pracy i muszę tłumaczyć dziecku, że nie dam rady z nim wyjść czy się pobawić. To przykre, bo on widzi, że ja fizycznie jestem obok, ale tak naprawdę nie mam dla niego czasu.
  • Gdy pracuję, lubię mieć wokół siebie porządek, bo to odświeża umysł, ale z dzieckiem nie jest łatwo, szczególnie, gdy wala swoje rzeczy gdzie popadnie.
  • Gdy zachoruję lub dopadnie mnie migrena, nie ma nikogo kto by mnie zastąpił w opiece nad dzieckiem, przygotował do szkoły, zaprowadził na zajęcia dodatkowe.
  • Bycie samotną mamą nie jest łatwe. Bycie freelancerem też nie jest. Obie te sytuacje w moim życiu rodziły się w przykrościach i rozczarowaniach, ale jestem teraz baaardzo szczęśliwa i nie żałuję niczego.

    Ciekawa jestem czy są tu jakieś matki lub samotne matki freelancerki? Jak Wam idzie? Napiszcie swoje historie, chętnie je poznam. 😀

    Darz bór!